Dobra, zacznijmy, jak na ludzi przystało, od początku. Otóż na początku była ciemność… Kurcze, za mocno się cofnęłam. Ale w sumie nie odbiega to bardzo od rzeczywistego stanu bloga jeszcze dziś rano. Później dodałam avatar, krótki opis o sobie… takie tam, duperele. Skoro już mówię o blogu, to o czym ma on być? Tytuł piękne to ujmuje; o wszystkim i o niczym. Więc czemu go założyłam? Proste, bo nie dość, że od dawna o tym myślałam, to jeszcze zaczęłam się nudzić. Idealnie. Tylko trochę podlać i wyrośnie całkiem ładna, jadalna roślinka. Założyłam go tez ponieważ nie ma to jak poćwiczyć sztukę zanudzania (a powiadam Wam, nie jest to takie znowu łatwe!). Można powiedzieć, że nawet nieco się inspirowała innym blogami. Ale tu raczej chodzi, o dobór strony.
Jeśli chodzi o styl pisania (który pewnie się będzie zmieniał wraz ze zmianą warunków, takich jak pogoda, samopoczucie, smak herbaty e.t.c.) to jeśli ktoś zauważy “ej, ej, ej, to przecież mój styl pisania!” to bardzo mi przykro, ale mogę niektóre rzeczy nieświadome zerżnąć. Tutaj dla zapchania wpisu, mogę przytoczyć historię, jak to kilka lat temu (7-5) w swoim dziecięcym geniuszu stworzyłam ładną, krótką melodie na fortepian. Niestety po zaprezentowaniu jej starszemu gronu muzycznemu dowiedziałam się, że taka melodia już istnieje. Więcej; jest to melodia dla początkujących która ja po prostu skopiowałam. W jaki sposób? Proste, ściany w naszej szkole nie są tak dźwiękoszczelne jakby się zdawały, więc ja musiałam usłyszeć jak ktoś w sali obok gra, wpadło mi w ucho, zapamiętałam i powtórzyłam przypisując sobie geniusz stworzenia tak genialnej muzyki.
Boje się, że niestety ze stylem pisania może być podobnie. Pewnie zdziwicie się, przecież powinnam mieć już własny. Tutaj odsyłam was, do tego tekstu po avatarem. Jestem w wieku w jakim jestem, dopiero mi się kształtują pewne aspekty literackie (zabrzmiało jakbym chciała pod słowami ukryć jakiś paskudny podtekst, bleh), więc chwytam co mi się podoba, miele i wrzucam do własnego worka z doświadczeniem. Więc jeśli zobaczycie tutaj jakiś dziwnie znajomy tekst, to proszę o cierpliwość i zaręczam, że wszystko robię podświadomie.
Na początek tak krótko, ale przecież nie liczy się długość tylko stopień zanudzenia. No, to do zobaczenia w kolejnym wpisie.