Schodzimy z mostu i słyszymy nie tak odległe oklaski. Wychodzimy zza budynku i oto naszym oczom ukazuje się grupka tancerzy w ludowych, białych strojach z dzwonkami na nogawkach, tańczącymi do akordeonowej przygrywki pana w kapeluszu. Choreografia była dość niesamowita, może był to tradycyjny element folkloru lokalnego, ale tańczyli uderzając długimi drewnianymi kijami o ziemie. Wyglądało niesamowicie. Zespół składający się, o ile dobrze pamiętam, z 8 osób odtańczył jeszcze jeden kawałek i poszedł w kierunku rynku.
Okazało się, wyobraźcie sobie, że całkiem nieświadomie trafiliśmy na Praskie Dni Folkloru i mieliśmy jeszcze okazje widzieć zespoły z Bawarii i Finlandii. Niesamowite wrażenie muzyczne, całkiem za darmo i niesamowicie entuzjastyczna reakcja publiki. Staliśmy i patrzyliśmy jak zaczarowani.
Jednak zespół, który widzieliśmy wcześniej nie występował na ulicy programowo. Występowali dla własnej i dla widzów przyjemności. A jazz band występujący wieczorem na starówce (również bez programowo; po prostu wyszli i zagrali) razem z tym ludowym zespołem uświadomili mi, że u nas, w Polsce rzeczywiście scena ogranicza się tylko do sceny. Nie uczono nas, że podestem do występu może być nawet miejski chodnik?
Nie mówię tu o ulicznych artystach, takich mamy, tylko o tym, że żaden, choćby półprofesjonalny zespół “po prostu nie wyjdzie i nie zagra/zatańczy”. I tu się pojawia pytanie; czy to z powodu dumy, lenistwa czy strachu? Akurat mogę się pochwalić członkostwem w jednym profesjonalnym zespole (chór) i mogę rozważyć kwestie dumy. Otóż dumą nie ma być miejsce występu tylko zadowolenie słuchaczy. Lenistwo też nie gości w takich organizacjach. Przeciwnie, potrzebne jest dużo samozaparcia i pracy. Co do strachu? Solistyczne występy i owszem, są stresujące. W zespole natomiast panuje zasada jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Zespół od folklory to byli uliczni muszkieterowie; nie wstydzili się pokazać, rozbawili publikę. Nie mówię, że u nas się mało dzieje; dzieje się dużo, ale ogranicza się tylko do teatru, amfiteatru, sceny. Wszędzie indziej jest traktowane, nie wiem, jak zakłócanie porządku? Dobrze jest czasem tak wystąpić, poza programem, nie dla pieniędzy, dla widza. Nie ograniczać sceny tylko do sceny. Pora będzie chyba obudzić w naszych artystach ulicznych muszkieterów.
