Wyjechaliśmy z Pragi po dziewiątej i pojechaliśmy do Karlstejn (pisownia specjalnie zczeszona, mimo, że brzmi niemiecko). Ta zwiedzamy przepiękny zamek położony w niesamowicie malowniczym miejscu (z ciekawostek historycznych; zamek był oblegany przez husytów przez 7 miesięcy a i tak nie został zdobyty!), a potem kierujemy się na stacje dworca. Jedziemy w kierunku południa do Srbska i tu dopiero zaczyna się nasza przygoda.
Wysiadamy na stacji, pustej cichej. Innymi słowy dziura na końcu świata. Kilka domków i las. Świetnie, myślimy, całkiem fajna okolica, jak to mają być cztery kilometry do jaskiń (bo to było naszym celem podróży) to możemy się przejść. Początkowo szliśmy szosą (oczywiście gubiąc się kilka razy, bo oznaczenia podane na stronie były niejasne). W końcu weszliśmy w las i rozpadał się deszcz. Przeczekaliśmy newralgiczny moment i poszliśmy dalej. Pod górę, niemal wywracając się na błocie. Zaczęło się robić nieciekawie; za godzinę mieli już zamykać jaskinie dla zwiedzających a my byliśmy na początku fascynującego rajdu po błocie. Po jakiś dwóch kilometrach las się skończył i wyszliśmy na pole. A tam nic, żadnego oznaczenia szlaku, żadnej ścieżki. Długo minęło zanim zauważyliśmy belki drewna, na której jednej z nich było oznaczenie szlaku…. prowadzące w głąb pola. Świetnie.
4 kilometry znienacka zmieniły się na 6 kilometrów, po błocie, po kamienistej drodze i (przynajmniej w moim wypadku) przemoczonych butach. Ale koniec końców zobaczyliśmy parking. Już się śmiejemy, że to pewnie tylko parking i trzeba będzie jeszcze dojść. Nic bardziej mylnego. Nie dość, że zostało jakieś 10 min do zamknięcia to jeszcze droga była pod górę. Całe szczęście, tym razem po szosie.
Zwiedziliśmy jaskinie (piękne i w ogóle, ale żeby o nich opowiadać trza by było dać oddzielny wpis). Pytamy się, czy jada jakieś autobusy (mijaliśmy przystanek) i dowiadujemy się, że stąd już nie jeżdżą, że trzeba dojść do miasta. No nic, idziemy szosą (polem się już nie odważyliśmy) patrzymy, że do Tetina jest 6 kilometrów, a do Berune (czy jakoś tak
). Więc w związku, że do Tetina bliżej postanowiliśmy iść tam, dopłacić za pociąg (mieliśmy na późniejszej stacji wsiadać) i pojechać do Pragi.
Droga ciągnęła się bez końca, wydawało się, że to więcej niż 6 kilometrów. Doszliśmy do miasta. Okazało się zupełnie puste, żywej duszy nie było widać. W końcu dowiadujemy się (jakimś cudem), że stacja owszem jest, ale że pociąg ja omija, i że najbliższa stacja jest za pięć kilometrów w Berunie. Byliśmy mocno sfrustrowani, iż jeden kilometr nas zwiódł. Byłam w stanie nawet przebiec ten kilometr byleby się znaleźć w pociągu do Pragi.
Idąc przez Tetin mijaliśmy zatoczkę autobusową. ku naszej radości stał tam już bus. Spytaliśmy się przechodzącej tamtędy pani, czy ten autobus jedzie. Powiedziała, że sprawdzi i zaraz do nas przyjdzie. Przyszła po 5 min z wiadomością, że dziś już nie kursuje. Nam w wyczerpanych głowach już chodziła myśl o łapaniu stopa. Gdziekolwiek. Tu okazało się, że owa pani to była złota kobieta. Podwiozła nas do Berune.
Wszystko fajnie, dojeżdżamy na stacje, nie mamy biletów a pociąg ma jechać za 3 min. Ja z mamą pędzimy na stacje, coby w razie czego rzucać się pod tory. Tam okazuje się, że nie dość, że w wagonie jest ciemno, to jeszcze nie chcą się drzwi otworzyć. Całe szczęście była to dokładnie taka sama sytuacja jaka nas spotkała już wcześniej w Pradze; pierwszy wagon w ogóle nie należał do pociągu, stąd był nieczynny. Już wszyscy razem (plus kilka osób z peronu, które się nie domyśliły) biegniemy do wagonów z przodu i nie będzie kłamstwem jeśli powiem, że wsiedliśmy do pociągi w ostatniej chwili.
Byliśmy już w domu; z dworca do Chodova, z Chodova do Volhy. Na zakończenie dnia spotkaliśmy czeskiego zająca na trawniku przed akademikiem. Tyyyyyyyyyle wrażeń!
Sara Said:
on 02/08/2010 at 4:02 pm
No nieźle! Dzień pełen wrażeń jak widzę. Ale that’s gooood. W naszej podróży po Pradze też będzie wesoło i nieoczekiwanie, powinnaś już czytać odpowiedniego Pana Samochodzika
Random przygody ftw!